poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 5. "Nowa znajomość".
Justin dodał na tt nowy post. Byłam strasznie ciekawa co tam wpisał, musiałam chwilę poczekać bo się ładowało. W końcu strona się załadowała, ale nie byłam zbyt szczęśliwa, gdy ujrzałam zdjęcie i wpis pod nim. Na zdjęciu znajdował sie Justin z jakąś blondyną, całowali się a napisane było "Hah wczoraj było zajebiście, a ten namiętny pocałunek z moją bff. Niezapomniane chwile". Moje oczy napełniły się łzami, nie wiedziałam co mam o tym myśleć, ale w ogóle to nawet ze sobą nie chodziliśmy  więc nie potrzebne były mi te stresy. Wyłączyłam lapka i wzięłam telefon do ręki, na ekranie widniała jedna wiadomość. 

Od Justin do Jane:

"Hej, spotkajmy  się dziś przy kinie o 12. Chcę ci kogoś przedstawić." 

Od Jane do Justin:

"Hej, ok nie ma sprawy a tak poza tym to kogo? :D"

Od Justin do Jane:

"Moją bff :)".

Od Jane do Justin:

Co?! Czekaj ma blond włosy?!

Od Justin do Jane:

Tak a czemu pytasz taka zdenerwowana?


Od Jane do Justin:

"Nie nic, nic, kończę dozobaczenia, narazie. ;)"  


Od Justin do Jane:

"Narka" :)

Poszłam się trochę ogarnąć i zanim się zorientowałam była już 11.28. Założyłam moje fioletowe vansy na nogi i wyszłam. Dochodziłam już do kina. Z daleka zobaczyłam chłopaka i dziewczynę, tak myślałam, że to oni. Podeszłam do nich i przywitałam się.
- Cześć.
- O, cześć Jane, słuchaj to jest moja przyjaciółka Margaret.
- Hej. - przywitała się Margaret podając mi rękę.
- Hej. - uśmiechnęłam się.
- No to gdzie dziś idziemy? - spytał Jus.
- Nie wiem. - powiedziałam.
- Słuchajcie mam pomysła! Chodźmy n co o tym sa plaże. Jest dziś ciepło. - powiedziała uśmiechnięta Margaret.
- Hmm, czemu nie, a ty co o tym sądzisz Jane?- zapytał Justin z uśmiechem
- No mi tam pasuje, tylko, że bym musiała jeszcze iść do domu po strój i w ogóle. - powiedziałam
- No spoko, a ty Margaret pewnie też? - spytał Justin.
- No raczej tak.
- Dobra to ja może z Margaret po ciebie zajdziemy za 30 minut. Może być? - spytał mnie Justin.
-  Ok.
Udałam się w stronę domu. Gdy już doszłam weszłam na górę do mojego pokoju szukając stroju kąpielowego. Miałam dość duży wybór pomiędzy tym: .ttp://udziewczyn.pl/1208,Galeria,Kolekcja_strojow_kapielowych_Atlantic_2011.aspx
http://udziewczyn.pl/1208,Galeria,Kolekcja_strojow_kapielowych_Atlantic_2011.aspx (linki do strojów) Wybrałam ten fioletowy. Chciałam spodobać się Justinowi. Po paru sekundach usłyszałam dzwonek do drzwi. Założyłam na strój krótkie dżinsowe spodenki i bluzkę na ramiączka do pępka. Było strasznie gorąco. Otworzyłam im i zaprosiłam ich na chwilę do środka. Poszłam tylko po moją torbę, do której spakowała rzeczy które przydadzą się na plażę. Wyszliśmy i kierowaliśmy się w kierunku plaży. Kiedy byliśmy na miejscu rozłożyliśmy koc i zdjęłam z siebie moje ciuchy. Justin gdy wrócił, bo był po lody zaczął się na mnie lampić a tak ogólnie to na mój tyłek i cycki ale dobra, o to miało chodzić. Widziałam, że Margaret była wkurzona w końcu i ona zdjęła ciuchy, miała na sobie różowy strój. Jak Jus zdjął koszulkę nie mogłam napatrzeć się na jego umięśniony tors. Chyba to zauważył i zaczął się śmiać pod nosem.
- Justin mógłbyś mi posmarować plecy tym kremem do opalania? - spytałam.
- Emm, tak, spoko.
Podszedł do mnie i położyłam się na brzuchu. Rozwiązałam sznurek od stanika, żeby mu nie przeszkadzał, a on zaczął się rumienić jak burak. To bylo takie przyjemne uczucie, kiedy mnie smarował i to tak delikatnie. Widziałam złość na twarzy Margaret. Kiedy Jus już
skończył poprosiłam go tylko jeszcze, żeby zawiązał mi stanik. Kiedy już leżałam widziałam jak Justin sprawdzał czy śpie. Oczywiście udawałam, bo chyba chciał pogadać o czymś z nią i żebym nie słyszała. Na dowód, że nic nie słysze włożyłam słuchawki do uszu i na niby właczyłam piosenkę ale naprawde nic nie włączyłam, aby usłyszeć ich rozmowę. Usiedli na kocu niedaleko mnie.
- Margaret jak ja mam jej to powiedziecieć? - spytał lekko smutny Jus.
- No nie wiem, ale musisz coś wykobinować, albo wal prosto z mostu, najlepiej będzie.
- No sam nie wiem, nie wiem jak to zniesie.
- Przecież ze sobą nie chodzicie.
- Tak wiem ale uważam ją za przyjaciółkę.
- Ale chyba nie wolisz jej ode mnie?
- Nie no co ty, jesteś moją dziewczyną jak i również moją bff. - skłamał trochę.
- Wiem, kocham cię.
- Ja ciebie też.
I pocałowali się,  długim namiętnym całusem. Tak chciało mi się płakać ale nie moglam bo by skumali, że wszystko co do słowa słyszałam. Zerwałam się szybko z koca i posz Łp am w stronę wody. Gdy weszłam zrobiło mi sie trochę lepiej. Ale nagle stało się coś strasznego. .

**********
I jak?;) komemtujcie Proszę :*



piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 4. " Wybaczenie"
Spojrzałam mu w oczy, tak marzyłam o tym pocałunku ale jednak nie dałam się.  Chyba nadal coś do niego czułam. Powiedziałam tylko to:
- Przepraszam. - i pobiegłam prosto przed siebie nie odwracając się.  Biegłam tymi samymi alejkami co dwa lata temu. Dlaczego chciał się akurat spotkać w "tym" miejscu? Czemu nie mógł np. Spotkać sie w kinie? Na jakiejs starówce?  Długo tak myślałam. Gdy zobaczyłam, że nie jestem już na terenie parku, zwolniłam swoje tempo. W jakimś momencie była niezręczna cisza,  zaczęłam się trochę bać, ciarki przeszły po moim całym ciele, a na dodatek było nieco chłodno. Nagle ktoś złapał mnie za talię,  zamknął mi buzie ręką,  żebym nie krzyczała. Strach mnie obleciał i to nie na żarty. Nie miałam odwagi odwrócić się i spojrzeć mu/jej w twarz. Nieznajomy w końcu się odezwał:
- Nie bój się mała,  nic ci nie zrobię pod warunkiem  jeżeli pójdziesz ze mną do mojego mieszkania a wypuszczę cię dopiero jak się spiszesz. 
Przełknęłam lekko ślinę i chyba wiedziałam o co facetowi chodzi. Boże nie chciałam stracić dziewictwa a zwłaszcza nie z tym facetem!  Gdy w końcu odwróciłam się, żeby ujrzeć twarz mojego "porywacza" , był to jakiś młody chłopak, którego nigdy wcześniej na oczy nie widziałam, ale możliwe, że w śnie widziałam. Wziął mnie za rękę i poprowadził do swojego samochodu. Wsadził mnie do bagażnika, w którym było dość dużo miejsca. Przypomniało mi się, że mam w kieszeni telefon. Napisałam sms-a do Justina. Nie wiem czemu do niego, ale wydawało mi się, że mi pomoże a sms brzmiał tak " Justin, proszę ratuj, jak wyszłam z parku jakiś chłopak mnie porwał i prawdopodobnie chce mnie zgwałcić, jestem teraz w bagażniku jego samochodu ;( "

Justin's POV:

Siedziałem na ławce, byłem smutny, aż nagle mój telefon zawibrował, dostałem sms od Jane. Kiedy go przeczytałem, szybko poszedłem jej szukać, najgorsze było to, że nie wiedziałem gdzie jej szukać. Poszedłem tam mniej więcej gdzie była złapana. Zauważyłem coś na podłodze, była to żyletka. Ale tak mądrze pomyśleć, to Jane nie mogłaby jej mieć. Może, to tego chłopaka. Wziąłem to w rękę i udałem się szybko do jakiegoś budynku, w którym były przeprowadzane badania. Poprosiłem o pomoc jednego z panów. Sprawdzili mi to i powiedzieli, że to należy do jakiegoś Jona Squera.
- Przepraszam, czy ma pan jakieś informacje na temat tego faceta?
- Tak już mówię, był prze 3 lata w więzieniu, jest gwałcicielem, zabija ludzi, i mieszka na ulicy Breegrowd 22.
- Dobrze, bardzo dziękuje, dowidzenia.
Ruszyłem w stronę miejsca, w którym znajdowała się Jane, sam już nie wiedziałem czy ją kocham czy nie ale chyba tak. Gdy byłem już u swojego celu, ustałem przed domem faceta. Chyba nikogo nie było w domu, nie świeciły się żadne światła, nagle ujrzałem jak jakiś samochód jedzie w stronę domu. Bez wahania wskoczyłem w krzaki, które były posadzone przed domem. Zobaczyłem tego samego pana co na zdjęciu. Skierował się w stronę bagażnika, otworzył go i wyjął z niego Jane. Nie mogłem na to patrzeć, chciałem podejść do tego faceta i zlać go, ale jednak on był silniejszy ode mnie. Pomyślałem, że poczekam na odpowiedni moment i dopiero ją uratuję. Związał jej ręce i ruszyli do domu. Weszli do jego sypialni, posadził ją na łóżko i przywiązał do niego. Czas zacząć mój plan. Wdrapałem się na drzewo, które było na przeciwko okna pokoju, w którym się znajdowali. Okno było otwarte, więc trochę słyszałem o czym mówią. Powiedział jej, że idzie się umyć. Korzystając z okazji gdy wchodził do łazienki, wślizgnąłem się przez okno do pokoju. Pokazałem Jane, żeby była cicho i że zaraz ją uwolnię, po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Szybko rozwiązałem ją i wyszliśmy przez okno. Ja byłem już na ziemi, złapałem Jane w talii i przytuliła się do mnie i pocałowała. Odwzajemniłem całusa i przytuliłem ją mocno. Pobiegliśmy już w stronę domu. Zostawiłem karteczkę na łóżku chłopaka " Nigdy jej nie skrzywdzisz, a jak tak zawszę ją uratuję. Kiedy facet wyszedł z łazienki zaczął szukać dziewczyny po całym domu, jednak nigdzie jej nie było, zobaczył kartkę, przeczytał ją. Na jego twarzy było widać złość, zgniótł kawałek papieru i wydarł się na cały głos.

Jane's POV:

Byłam taka szczęśliwa gdy go ujrzałam w tym oknie, wiedziałam, że mnie uratuję. Szliśmy teraz w stronę domu. Justin splótł swoje i moje ręce razem. Uśmiechnęłam się bardzo szczerym uśmiechem i powiedziałam, że mu wybaczam. Gdy byliśmy pod moim domem pożegnałam się z nim dając mu słodkiego i namiętnego całusa. Przytuliłam go jeszcze raz i pożegnaliśmy się ponownie. Udałam się do mojego pokoju, zobaczyłam, że jest już ok. 5. Słońce zaczęło jaśniej świecić. Szczerze nie chciało mi się już spać, więc włączyłam mojego laptopa i weszłam na twittera, i nie wiecie co ja tam zobaczyłam...

*******
Podobało się? :) Komentujcie :)



 

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 3. " Plan "
Ciągnęłam Anne tak mocno za rękę, żebyśmy jak najszybciej biegły, bo bałam się, że on będzie nas gonił.
- Puść mnie! To boli! - powiedziała z krzykiem Anne.
- Przepraszam, ja nie chciałam, po prostu.. - Anne nie dała dojść jej do słowa.
- Wiem, kogo tam zobaczyłaś, nie martw się, - powiedziała przytulając mnie.
- Nie chcę go więcej widzieć i znać, to co było dwa lata temu to przeszłość ale nadal to pamiętam i NIGDY nie zapomnę. Pamiętam jak całował mnie, przytulał, pocieszał a teraz to w ogóle nie ma sensu nawet, żeby o tym sobie przypominać. On jest po prostu skończonym dupkiem.
- Oj już tak nie gadaj i zapomnij najlepiej o tym. (tylko jak zapomnieć?) - pomyślałam
Pożegnałyśmy się i udałyśmy do swoich domów. Weszłam nawet nie witając się z mamą, która właśnie siedziała w salonie oglądając jakiś film. Zanim coś powiedziała, zatrzasnęłam za sobą drzwi, wchodząc do pokoju. Zorientowałam się, że jest już jakoś po północy. Jakoś pierwszy raz nie chciało mi się jeszcze spać. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę. Odpaliłam laptopa, bo i tak nie miałam nic innego do roboty. Sprawdziłam twittera, tak z ciekawości weszłam na tt Biebera. Dodał jakieś zdjęcie, gdy je zobaczyłam prawie ze złości wydarłam się na cały dom. Na zdjęciu byłam ja jak siedzę i wydzieram się na Biebera. Pod tym zdjęciem napisał : Haha, moja była :D XD"  Łzy napełniły moje oczy, zaczęły spływać po moich policzkach. " Ty skurwielu, zapłacisz mi za to." - pomyślałam. Miałam go serdecznie dość, jeszcze próbuje upokorzyć mnie przed całym światem. Co ja mu zrobiłam? Czemu jest taki nie miły. Nagle mój iphone zawibrował. Przejechałam po ekranie, aby odblokować i weszłam w sms-y
 
Od Nieznany do Jane:
Siemka :)
 
Od Jane do Nieznany:
Cześć, znamy się?
 
Od Nieznany do Jane:
Oczywiście, że się znamy.
 
Od Jane do Nieznany:
To w takim razie kim jesteś?
 
Od Nieznany do Jane:
Dowiesz się w odpowiednim czasie. A teraz przyjdź do parku.
 
Od Jane do Nieznany:
Niby po co?
 
Od Nieznany do Jane:
Bo tak. Przychodź albo zobaczysz co cię czeka.
 
" I co ja mam teraz zrobić?" - pomyślałam
 
Od Jane do Nieznany:
Niech będzie, będę za 10 minut.
 
Nie dostałam potem, żadnego sms-a, po prostu założyłam czarne rurki i czarne vansy i do tego białą bluzkę z napisem " kiss me", ale tak naprawdę ten napis nie miał nic oznaczać. Wyszłam szybko, żeby mama nic nie usłyszała. Gdy byłam już w drodze sprawdziłam która godzina, wyjęłam telefon, na jego ekranie widniała godzina 1.32. Było zimno, dobrze, że wzięłam moją czerwoną bejsbolówkę. Szybko ją założyłam. Już dochodziłam do parku. Trochę się bałam kim może być osoba która do mnie pisała ale po dłuższym zastanowieniu może to być Bieber bo park i wgl i ten numer kojarzy mi się. Weszła do parku, nigdzie nikogo nie widziałam, nagle dostałam sms-a.
 
Od Nieznany do Jane:
Idź prosto i skręć w alejkę, będę tam czekać.
 
"Jezu, to ten ktoś mnie widzi, cały czas" - pomyślałam
Poszłam, tak jak nieznajomy/a mi kazał. Zobaczyłam na ławce chłopaka, nie widziałam dokładnie twarzy. Podeszłam w jego stronę niepewnie.
- Witaj Jane, teraz już wiesz kim jestem? - patrzył się na jej bluzkę, jakby chciał to zaraz zrobić.
- Cze-eść, yhym.
- Pewnie masz wiele złych wspomnień z tym miejscem?
- Nie pytaj. Nie będę na takie pytania odpowiadać.
- Wiesz co, o wiele ładniej ci w rudych.
- Taa, nie ma to ja sarkazm. - zaśmiałam się lekko.
- To nie jest sarkazm.
- Yhm
- Jane, chciałbym odnowić nasze relacje. Wiem, że pewnie mi nie wybaczysz, ale chciałbym, żebyś dała mi szansę.
- W jakim sensie?
- No, żebyśmy np. zostali przyjaciółmi lub no wiesz...
- Taa i potem żebyś mnie znowu rzucił, nie dzięki.
- Wtedy nie miałem wyboru, miałem dużo pracy i w ogóle.
- Tsaa, dobra wracam do domu bo już się chłodno robi.
- Czekaj, przemyśl tę sprawę, proszę. - podszedł do niej i chciał ją pocałować ale ona zauważając to, dała mu z liścia. Dotknął ręką czerwonego policzka i spojrzał się na nią smutnymi oczami. Wiedział czemu to zrobiła.
 
***************
I jak? :) komentujcie, proszę :D :*
 
 
 
 
 



wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 2. " Spotkanie po latach"
Zeszłam na dół i skierowałam się ku drzwiom. Nie patrząc pod nogi wywinęłam orła  potykając się o schody. Nie mogłam wstać i nikogo powiadomić, mama poszła do pracy a telefon został w torebce, która skulkowała się ze stopni. W końcu, po krótkim czasie usłyszałam jak ktoś otwiera bramkę, nie widziałam dokładnie kto to był bo oczy same mi się zamknęły.
- Jezu! Co ci się do cholery stało?! Czy coś cię boli? Słyszysz mnie?! Halo, Jane?!- zapytała Anne.
- Eh, hm, tak słyszę cię, przepraszam zasnęłam i wcześniej potknęłam się o stopień i zleciałam ze schodów i nie mogłam do ciebie zadzwonić bo moja torebka zleciała na sam dół. I chyba złamałam rękę bo nie mogę nią ruszać.
- O jejku to się dorobiłaś, dobra chodźmy do szpitala.
- Dobrze, tylko pomóż mi wstać.
- Spoko, słuchaj może pojedziemy moim samochodem, w końcu mam prawo jazdy.
- Ah, bez różnicy, po prostu jedźmy szybko, bo ta ręka naprawdę mnie boli.
Przyjaciółki poszły w stronę domu Anne, wyjechała samochodem z garażu i pojechały. Gdy były już na miejscu, zaparkowała samochód i udały się do wejścia. Na szczęście nie było żadnych kolejek więc zapukały do drzwi i weszły do środka sali. Wytłumaczyły lekarzowi jak do tego bólu ręki doszło i wyszło na to, że ręka jest złamana. Doktor założył gips, zapłaciły i wyszły.
- Ja pierdole, normalnie bosko, miałyśmy dziś iść do klubu i co wyszło? Gówno wyszło. - krzyknęła ze złością Jane.
- Oj, Jane, już nie przesadzaj pójdziemy innym razem.- powiedziała uspokajająco Anne.
- Co nie przesadzaj, co nie przesadzaj, ja nie przesadzam! - powiedział ze łzami w oczach Jane.
- Jane, spokojnie, już dobrze.
- Przeze mnie, znowu nic nie wyszło jak zwykle.
- A nie możesz iść tak?
- Może i tak.
- No i git.
- Ej może do mnie wpadniesz? Mamy jeszcze nie ma, a byś mogła mi się podpisać na gipsie.
- No spoko, nie ma sprawy.
- To chodźmy.
Znalazłam mazaki i Anne podpisała się mi . Dochodziła godzina 21. Założyłam czarne podarte rajstopy i na to krótkie wysokie spodenki i białą bluzkę z  błyszczącym napisem " Fuck it". Pożyczyłam Anne jakieś spodenki i bluzkę, nosiłyśmy ten sam rozmiar więc nic nie było na przeszkodzie a jej nie chciało iść się już do domu przebrać. Zanim wyszłyśmy zatrzymała nas moja mama. Widać było, że jest coś nie tak, patrzyła się na mnie jakby chciała mnie zabić. Wzrokiem takim jakby chciała wydłubać mi oczy i.. dobra dosyć tej mojej wyobraźni.
- A ty młoda panno gdzie się wybierasz z ręką w gipsie?
- Ja do.... tego..... eh no.... na miasto!
- Aha to po kiego grzyba się tak wystroiłaś?
- Mamo, nie wystroiłam się, po prostu ubrałam się w to, bo... ( szukałam w swojej głowie odpowiedzi) dawno w tym nie chodziłam.
- Ehh powiedzmy, że ci wierzę ale jeszcze jedno, po co na miasto o 21?
- Bo tak, pa mamo, wrócę później.
Drzwi gwałtownie się zamknęły po wybiegnięciu dziewczyn z domu.
- Jeja, ale ty gwałtownie to powiedziałaś. - chrząknęła Anne.
- Boże, to co mam robić, kurde, ta matka zadaje takie zbędne pytania, że normalnie ja pierdole.
- Dobra chodźmy szybciej bo się spóźnimy.
- Spoko.
Weszłyśmy do klubu, było bardzo dużo tłumu, jeszcze dziewczyny się ze sobą liżą. Usiadłyśmy przy ladzie, tam gdzie barman podaje napoje. Siedziałyśmy już tu ze dwie godziny a ja byłam super pijana. Anne poinformowała mnie, że idzie do kibla, poczekałam na nią. Kiedy siedziałam ktoś zbliżał się, żeby usiąść na innym krześle niedaleko mnie. Był to chłopak ale twarzy nie widziałam zbyt dobrze, za bardzo się upiłam. Gdy szedł potknął się o czyjąś nogę i wylał na mnie gorącą kawę.
- Kurwa, ty debilu, co ty wyprawiasz!
- Sama jesteś debilką, a po za tym to było przez przypadek, więc, że wychowano mnie w dobrej rodzinie, to kulturalnie przeproszę. " Jezu, jaki głupi bachor" - pomyślałam.
- Ehh, już nic się nie stało, pójdę do łazienki się przetrzeć. Chłopak przyglądał się dziewczynie, kiedy ona wycierała się i coś sobie przypomniał.
- Czekaj, czy ty nie jesteś Jane?
- Tak, jestem Jane... ( O kurwa to chyba Justin - pomyślałam), przepraszam muszę już iść.
- Zaczekaj, pamiętasz mnie ?
- Coś mi tam świta po głowie, ale nie mam zamiaru nic sobie przypominać.
- Dlaczego, ej przefarbowałaś włosy na rudo? Miałaś blond.
- Tak przefarbowałam i nic ci do tego, o Anne, jesteś w końcu, chodźmy już.
Gdy przyjaciółki wyszły z budynku, Justin przypomniał sobie, że ma jeszcze do niej numer telefonu i wymyślił plan.

********************
Jak się podobało? Liczę na komentarze :)

 
 
 
 




niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 1. " Czas na zmianę" 
- Czy tobie coś na mózg padło?! - Anne spojrzała się na Jane jak na psychopatkę.
- No co wiele ludzi farbuje się na czerwono, ja nie mogę?
- Możesz ale to głupie. Będziesz wyglądała jak wypuszczona z kreskówki. 
- Oj już daj spokój i chodź ze mną do tego fryzjera. - Anne spojrzała na przyjaciółkę niepewnie, lecz powoli ruszyła za nią w stronę ich celu. Jane weszła pewnym krokiem do salonu. Anne podążyła za nią czując niepokój. Usiadły w poczekalni, czekając na swoją kolej. Kiedy poprzednia klientka opuściła salon, Jane podekscytowana ruszyła w stronę fotela. Podeszła do niej fryzjerka i zaczęła swoje działania. Anne patrzyła na fryzjerkę biegającą między jej przyjaciółką a stołem z przyborami, z rosnącymi obawami. Po skończeniu swojej pracy, fryzjerka uśmiechnęła się do Jane. Dziewczyna podeszła do lady, żeby zapłacić. Anne widziała przed sobą zupełnie nową osobę.
- Idziemy? - pociągnęła  przyjaciółkę za rękę.
Dziewczyna przez całą drogę myślała o nowej  fryzurze swojej najlepszej przyjaciółki i nie wyglądało na to, żeby była zadowolona. Po tak długim czasie milczenia, w końcu odezwała się:
- Wiesz, chyba się myliłam, nie wyglądasz aż tak źle w tych włosach, od teraz będę cię nazywać " rudy lis" - powiedziała ze śmiechem Anne.
- Wiesz co! Sama jesteś rudym lisem! - odpowiedziała ze zdenerwowaniem przyjaciółka.
- Haha ale mi przypasowałaś nazwę, nawet ruda nie jestem.
- Pff...
- Dobra chodźmy, bo minęło sporo czasu od naszego pójścia do fryzjera.
- Ok. 
Dziewczyny pożegnały się i Anne zaproponowała przyjaciółce pójście z nią do klubu jutro. Bez zastanowienia , zgodziła się i oznajmiła, że się spieszy. Pożegnały się ponownie i rozdzieliły się od siebie. Wchodząc niepewnym krokiem do salonu, Jane przywitała się z mamą, wiedząc, że zaraz dostanie ochrzan od niej co zrobiła. I tak się stało. Próbowała się wytłumaczyć, ale mama nie dała jej dojść do słowa. Dziewczyna zdenerwowana tupnęła nogą w podłogę z krzykiem i udała się jak najszybciej do swojego pdokoju. Zadawała sobie pytania: Co zrobiła źle? Czemu tak nagle chciała się przefarbować? Lecz nie umiała na nie odpowiedzieć. Wtuliła się jeszcze mocniej w mokrą poduszkę od łez, które leciały po jej policzkach bez przerwy. W końcu zasnęła. Gdy się obudziła dostrzegła światło, próbujące przebić się przez żaluzje od okien. Wstała i odsunęła je. Zdała sobie sprawa, że przespała prawie cały dzień, a nawet dłużej. Udała się do łazienki, spojrrzała w lustro i sama siebie się przestraszyła. Wyszła, wracając do pokoju i włączyła laptopa. Aż nagle usłyszała piosenkę " All around the world", przypomniało jej się,  że to dzwonek jej telefonu. Dziewczyna podniosła swojego I-phona i przeciągnęła po ekranie, aby zobaczyć wiadomość.

Od Anne  do Jane:
Siemka  lamoo :* wstałaś już? Mam dla ciebie propozycję,  abyśmy poszły dzisiaj do miasta :D Co o tym sądzisz?

Od Jane do Anne:
Siemka mój lamusie :* tak wstałam, no możemy się przejść i tak nie mam nic do roboty po za siedzeniem. XD

Od Anne do Jane:
Ok, to za 20 min w parku ;)

Po przeczytaniu ostatniego wyrazu w sms-sie od Anne serce zaczęło mi walić jak szalone, jakbym się czegoś bardzo bała i lękała a tego powodem był park. Wtedy dwa lata temu niemiłe wspomnienie zdarzyło się właśnie w tym parku.  Szczerze mówiąc od tamtego czasu ani razu moje nogi tam nie ustały. Lecz jednak powiedziałam sobie, że trzeba walczyć ze wszystkim i nie bać się. Gdy wróciłam do " rzeczywistości" podeszłam do szafy, wybierając ciuchy. Założyłam na siebie krótkie dżinsowe spodenki i do tego bluzkę na ramiączka i pasek. Uczesałam sie w kucyka na bok, nadal nie wierząc, że naprawdę mam czerwone włosy jak jakaś wiewióra ale z czasem się do nich przyzwyczaję. Kiedy myślę o tym parku powraca mi do pamięci dużo fajnych przeżyć związanych z Justinem, ale to przeszłość," to co było to minęło" jak powiada Anne. Od tamtej pory nie miałam żadnego chłopaka ze względu na to, że nie mogę im tak bardzo ufać, sama nie wiem dlaczego ale taki mam umysł.


**************
Heej :D i jak się podobało? Piszcie w komentarrzu ;)

piątek, 19 lipca 2013

Prolog

Chłopak spojrzał na dziewczynę z poczuciem winy w oczach.
 - Jane, nie warto już dłużej tego ciągnąć. Oboje  wiemy, że to już nie ma sensu od dłuższego czasu.
Oczy dziewczyny się zeszkliły. Po jej policzkach powoli zaczęły spływać łzy. 
- Jane, proszę nie płacz. Ja wyjadę w trasę, a ty będziesz siedzieć i czekać. Związki na odległość nie mają sensu.
- Po prostu powiedz, że to koniec.
Chłopak zdenerwowany, przełknął ślinę.
- Jane, to koniec. 
Dziewczyna szerzej otworzyła oczy, jakby dopiero teraz doszedł do niej sens tych słów. Odwróciła się z policzkami mokrymi od łez i zaczęła biec przed siebie przez parkowe alejki. Pozostawiła chłopaka samego z poczuciem winy. Kiedy biegła, obraz coraz bardziej zamazywał jej się przed oczami. Z trudem trafiła do domu. Wbiegła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko. Zastanawiała się czy kogokolwiek obdarzy takim uczuciem jak Justina.

To wspomnienia sprzed dwóch lat, powracały do Jane każdego wieczoru, lecz skaleczenia  na jej sercu zaczęły się goić. W niektórych przypadkach to prawda, że czas leczy rany, ale po tych głębszych zawsze zostają blizny.






****************************
Mam nadzieję, że się podobało i liczę na komentarze. :)

Bohaterowie:



Jane, 18 lat
Justin, 19 lat

Anne, 18 lat

Margaret, 19 lat

Niall, 20 lat