Rozdział 6 " Niebezpieczny wypadek"
Złapał mnie skurcz za prawą nogę i przez to schodziłam pod wodę co raz głębiej. Nie chciałam takiej śmierci. Modliłam się w duchu i prosiłam Boga, żeby ktoś mi pomógł. Jednak wszystko na nic, nie było ratunku, nie było niczego, nie mogłam nic powiedzieć, byłam za głęboko i zostało mi mało tlenu.
**Sen**
Byłam już na samym dnie, nikt mnie nie uratował, nawet Justin, łzy zaczęły mi spływać po policzkach strumieniami, dziwne było tylko jedno nie miały swojego naturalnego koloru, były czerwone, spływała mi z oczu krew. Byłam przerażona i dziwiłam się, że jeszcze żyję, wszystko było dla mnie zagadką, którą trudno rozwiązać. Nagle w oddali zauważyłam Justina i jak mnie oczy nie mylą Margaret, oglądali rafy koralowe. Myślałam, że podpłynie do mnie przynajmniej on. W jednej chwili zawiodłam się na nim, popatrzył się tylko i zamachnął ręką, które oznaczało, że go to mało obchodzi, popłynęli na brzeg a ja zaczęłam płakać, krzyczeć na całe "morze".
**Koniec snu**
*Oczami Justina*
Usłyszałem głos bardzo dobrze mi znany, ujrzałem Jane topiąco się, szybko wskoczyłem do wody i wyciągnąłem ją na brzeg. Udzieliłem jej pierwszej pomocy ale nie dawała znaku życiu, byłem zmartwiony, że dziewczyna którą kocham miała zaraz umrzeć, a właśnie ja Margaret nie kocham, tylko udaję, bo by się wkurzyła. Niby chodzimy ale to ona zaproponowała chodzenie, na początku gadałem jej, że lepiej nie, ale ona jak zwykle przez cały czas pisała do mnie, dzwoniła, nagrywała wiadomości głosowe jak nie odbierałem. No cholera zgodziłem się, nie wiem po co, ale chciałem żeby dała mi spokój, a teraz tego żałuję. Wracając do Jane, przyjechało pogotowie i zabrało ją, wsiadłem razem do wozu i teraz się zdziwicie, po sekundzie dostałem sms-a od Margaret, brzmiał tak: " Kochanie a ty gdzie pojechałeś z tą dziwką?! Ja to się nie liczę?! Natychmiast wracaj po mnie!" Ja pierdolę ta kobieta mi żyć nie da, Jane się prawie utopiła a ona mi jakieś cyrki odstawia.
Od Justin do Margaret:
Pojechałem z pogotowiem bo nie wiadomo czy ona będzie żyć, więc raz poradź sobie sama, na razie.
*Oczami Margaret*
Jak on śmie mnie zostawiać samą dla tej cioty. Mam gdzieś czy ona będzie żyć czy nie. Ja mam być dla niego najważniejsza i ma kochać tylko mnie a nie tą dziewuchę, nie wiem gdzie ona jest ładna. A na dodatek wszystko muszę sama teraz spakować z tej plaży, jaki świat jest nie sprawiedliwy.
*Oczami Jane*
Otwierałam powoli oczy, byłam w jakimś biało-niebieskim pomieszczeniu. Aha! Wiedziałam podwodne stworzenia zabrały mnie do swojej siedziby, żeby mnie zabić. Jednak nie, moje bujne wyobraźnie się nie sprawdziły, w sumie tak jak zwykle. Poczułam na swojej dłoni, drugą dłoń i zobaczyłam Justina. Nie czekajcie, coś mi się pokręciło, przecież przed chwilą pływał z Margaret i oglądali rafy koralowe a teraz sobie się zjawia i siedzi przy mnie. Coś tu jest nie tak. Nagle Justin zauważył, że się obudziłam, spojrzał mi prosto w oczy, w jego tęczówkach widziałam łzy szczęścia. Przytulił mnie bez chwili zastanowienia się. Odwzajemniłam uścisk. W jednej chwili zorientowałam się gdzie jestem, szpital, nienawidzę tego miejsca, pewnie chcecie wiedzieć czemu, już tłumaczę. Jak miałam 6 lat, to zmarła moja siostra, która była ode mnie o 4 lata starsza. Umarła na raka. Nikomu o tym jeszcze nie mówiłam. Justin zaczął rozmowę:
- Jane, kochana ty żyjesz- mówił z zapłakanymi oczami.
- Ale o co ci chodzi? Nie pamiętam co się wydarzyło.
- już opowiadam.
Po 10 minutach.
- Teraz już ci się coś przypomina?
- Tak mniej więcej. A gdzie Margaret?
- Szczerze mówiąc to sam nie wiem, pewnie pojechała do domu.
- Ale przecież ze sob.....( nie lepiej nie będę mówić)- pomyślałam
- no powiedz co chciałaś powiedzieć. - przełknęłam ślinę.
- No... ten... przecież ze sobą chodzicie, dlaczego pojechałeś ze mną, a nie zostałeś z nią?
- Czekaj sekunda, skąd wiesz, że "chodzimy"?
- Słyszałam waszą rozmowę na plaży i ten pocałunek...
- Nie, to nie tak, niby z nią chodzę, ale tylko dlatego, że mnie "zmusiła"
- Yhym..no to czemu i tak wybrałeś, żeby pojechać ze mną a nie zostać z nią?
- Bo... bo..
- No wyduś to z siebie.
- Bo zdaję mi się, że się zakochałem znowu.
- Oo w kim?
- W tobie głuptasie.
I właśnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech szczęścia, skierowany w stronę Jusa. Zbliżył się do mnie i prawie nasze usta się złączyły, aż nagle zadzwonił jego telefon.
- Słucham?- spytał zdenerowany Justin
- Kotku, gdzie ty jesteś?!
- U Jane.
- Przyjeżdżaj do mnie szybko musimy natychmiast pogadać!- i się rozłączyła.
*Oczami Justina*
Ja pierdolę, przeklęta Margaret, już prawie się pocałowaliśmy a tu ona wydzwania, nie no super normalnie zajebiście. Dobra i nici z pocałunku, pójdę się z nią pożegnać.
- Przepraszam Jane, ze tak wyszło, muszę już iść.
- A nie ma sprawy, na razie.
- Jutro wpadnę.
- Okej.
*Oczami Jane*
Nagle mój telefon zawibrował, dostałam sms-a od nieznanego numeru.
" Jeżeli zabierzesz mi Justina gorzko tego pożałujesz, on ma mnie tylko kochać i ze mną być a nie z tobą i nie wpierdalaj się w cudze życie i nie zabieraj cudzego chłopaka"
Po przeczytaniu, przełknęłam ślinę i domyśliłam się kto mógł tak napisać.
*Oczami Margaret*
-No w końcu jesteś! - wykrzyknęłam na cały dom, na moje szczęście nie było matki w domu.
- No, to co chciałaś?
- Zamiast ze mną zostać na plaży pojechałeś z tą suką.
- Ona nie jest suką.
- Teraz to ją kurde bronisz, a wcześniej to jaka ona jest głupia i świrnięta.
- To była przeszłość a po za tym od niedawna się zmieniłem, a i żyj teraźniejszością.
- Pan przemądrzały się kurde znalazł.
- Margaret nie potrzebnie ze sobą chodzimy.
- Niepotrzebnie?! Czy ty sobie ze jaja kurwa robisz?!
- Nie, tylko mówię jak jest.
- Ta wiedźma już w ciebie weszła.
- Przestań to nie jest żadna wiedźma, sama nią jesteś.
- Że co proszę?!
- Gówno.
- Dobra, dość!! Moje ostatnie pytanie.
- Hmm?
- Czy ty coś do mnie czujesz?
- Nie wiem, trudno mi powiedzieć, zależy.
- Od czego?
- Od ciebie. - wstał i skierował się w stronę drzwi. Zanim wyszedł powiedział:4
- A z nami koniec.
- Nie ee!!! Ty głupia mendo widzisz co zrobiłaś!!.
********
Przepraszam, że dość długo nie dodawałam bo byłam na mazurach i nie miałam internetu. Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz